Marian i Henryk Popielarek z Krzyżyka
A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkęMarian i Henryk Popielarek z Krzyżyka – historia dwóch braci i sztandaru, który czekał ponad 80 lat
Przez dziesięciolecia ziemia w Krzyżyku skrywała tajemnicę.
9 marca 2025 roku członkowie Sochaczewskiej Grupy Odkrywców Historii odnaleźli w okolicach Iłowa zakopaną metalową bańkę po mleku. Nie była zwykłym przedmiotem pozostawionym po dawnych mieszkańcach. W jej wnętrzu znajdował się płat sztandaru 68. Wrzesińskiego Pułku Piechoty – jednego z polskich oddziałów walczących we wrześniu 1939 roku w Bitwie nad Bzurą.
Sztandar przeleżał pod ziemią około 86 lat.
Za historią tego niezwykłego znaleziska kryją się jednak nie tylko losy wojskowej chorągwi. Kryje się za nią historia jednej iłowskiej rodziny, dwóch młodych braci, działalności konspiracyjnej i decyzji, za którą w okupowanej Polsce można było zapłacić życiem.
Tymi braćmi byli Marian i Henryk Popielarkowie z Krzyżyka.
– 
Rodzina, która związała swoje losy z Iłowem
Historia Popielarków w naszej okolicy zaczyna się na początku lat 20. XX wieku.
Jakub Popielarek, pochodzący z Radziwiłki pod Młodzieszynem, został skierowany jako policjant do służby w Iłowie. Wraz z żoną Zofią i najstarszym synem Józefem zamieszkał w drewnianym budynku szkoły w Krzyżyku.
Dziś trudno odtworzyć dokładnie wygląd tamtego miejsca, ale w okresie międzywojennym było ono domem licznej rodziny. To tutaj dorastały kolejne dzieci Popielarków.
Marian przyszedł na świat w 1920 roku, Henryk w 1922 roku. Po nich urodzili się Emilia w 1924 roku, Stanisław w 1926 roku, Edward w 1928 roku i Jerzy w 1930 roku. Najstarszy Józef urodził się jeszcze w 1916 roku.
Z około 1930 roku zachowała się fotografia całej rodziny. W jednym kadrze widzimy rodziców i dzieci – ludzi, którzy zapewne nie mogli wówczas przypuszczać, jak dramatycznie potoczą się ich losy w ciągu następnych kilkunastu lat.
Na zdjęciu widać również otoczenie gospodarstwa i sad. Właśnie z tym miejscem wiele lat później zostanie połączona jedna z największych tajemnic rodziny Popielarków.
Iłów uwieczniony w rodzinnym albumie
Nowe materiały przekazane Gminie Iłów przez rodzinę Mirosława Popielarka pozwalają dziś zobaczyć Popielarków nie tylko przez pryzmat wojny.
Na jednej z fotografii wykonanej 5 sierpnia 1938 roku obok remizy strażackiej przy obecnej ulicy Handlowej widzimy Kazimierza Kowalskiego, Leona Kowalskiego oraz Józefa Popielarka.
To zwyczajna przedwojenna fotografia, ale dziś stanowi mały fragment utraconego świata.
Kazimierz Kowalski, urodzony 17 lutego 1916 roku w Lasotce, był ostatni raz widziany przez rodzinę pod koniec sierpnia 1939 roku, podczas mobilizacji. Do Polski już nie powrócił. Zmarł 30 grudnia 2001 roku w Australii.
Rodziny Kowalskich i Popielarków połączyły się także rodzinnie – siostra Kazimierza i Leona, Antonina Lucyna Kowalska, została żoną Józefa Popielarka.

Iłów, 5 sierpnia 1938 r.: Kazimierz Kowalski, Leon Kowalski i Józef Popielarek
W rodzinnym zbiorze znajduje się również niezwykle interesująca fotografia wykonana przed sklepem z szyldem „Józef Popielarek”.
Wszystko wskazuje na to, że również to zdjęcie powstało w Iłowie. Na fotografii widoczna jest tabliczka z nazwiskiem J. Korzybski, a rodzina Korzybskich posiadała niegdyś dom w rejonie dzisiejszej apteki.
Na odwrocie fotografii zachowała się pieczęć fotografa G. Tobera, którego nazwisko pojawia się również w materiałach dotyczących niemieckich mieszkańców gminy Iłów.
To właśnie takie niepozorne szczegóły – szyld sklepu, nazwisko na tabliczce, pieczęć fotografa – pozwalają po wielu dziesięcioleciach odtwarzać wygląd i codzienność dawnego Iłowa.

sklep z szyldem „Józef Popielarek"
Wojna rozdziela rodzinę
Spokojne życie rodziny przerwał rok 1939.
Tuż przed wybuchem wojny Jakub Popielarek został służbowo przeniesiony do Rybna, gdzie zamieszkał razem z najstarszym synem Józefem.
Po niemieckiej agresji na Polskę pojawiła się między nimi a resztą rodziny prawdziwa granica okupacyjna. Ziemie Iłowa zostały wcielone do III Rzeszy, podczas gdy Rybno znalazło się po drugiej stronie granicy, w Generalnym Gubernatorstwie.
To, co wcześniej było odległością możliwą do pokonania w krótkim czasie, stało się barierą rozdzielającą rodzinę.
Jakub Popielarek zmarł w 1942 roku.
Wśród przekazanych Gminie materiałów zachowała się fotografia z jego pogrzebu w Rybnie.
pogrzeb Jakuba Popielarka, Rybno, 1942 r.
Po śmierci ojca jeszcze większa odpowiedzialność spadła na Zofię Popielarek.
Nie mogła wówczas wiedzieć, że jej dwaj synowie podjęli się zadania, którego konsekwencje mogą dotknąć wszystkich mieszkańców domu.
Marian i Henryk schodzą do konspiracji
W okresie okupacji Marian i Henryk zaangażowali się w działalność polskiego podziemia, działając w strukturach Armii Krajowej.
Marian używał pseudonimu „Kordian”. Źródła określają go jako kaprala podchorążego plutonu iłowskiego.
Bracia otrzymali wyjątkowo odpowiedzialne zadanie.
Mieli zabezpieczyć jeden z najcenniejszych symboli polskiego wojska – sztandar 68. Pułku Piechoty z Wrześni.
Nie chodziło o zwykły wojskowy przedmiot. Przed takim sztandarem kolejne roczniki żołnierzy składały przysięgę. Utrata chorągwi pułkowej na rzecz przeciwnika miała zarówno wymiar praktyczny, jak i symboliczny. Podczas klęski we wrześniu 1939 roku polscy żołnierze robili więc wszystko, by sztandary nie dostały się w ręce Niemców.
Sztandar 68. Pułku również został ukryty po walkach nad Bzurą. Jego późniejsze zabezpieczenie przypadło Marianowi i Henrykowi.
I tu zaczyna się historia, która przez następne dziesięciolecia funkcjonowała niemal jak rodzinna tajemnica.
Bańka po mleku
Jednym ze świadków przygotowań był młodszy brat Mariana i Henryka – Edward Popielarek.
Miał wtedy około 12 lat.
Po wielu latach wspominał, że widział swoich starszych braci zajmujących się metalową bańką po mleku. Był prawdopodobnie rok 1940. Marian i Henryk starannie zabezpieczali naczynie i pokrywali je smołą.
Towarzyszył im jeszcze jeden mężczyzna.
Edward go nie znał, co wskazuje, że nie był członkiem rodziny. Jego nazwiska do dzisiaj nie udało się ustalić.
Chłopca nie dopuszczano do szczegółów.
Nie wiedział, co znajduje się w środku. Nie znał również dokładnego miejsca, w którym naczynie później zakopano. Zapamiętał jedynie, że mogło chodzić o ogród.
Po ponad osiemdziesięciu latach okazało się, że pamięć go nie zawiodła.
Bańka znajdowała się w rejonie dawnego sadu rodziny Popielarków.

Ryszard Rybicki na tle sadu Popielarków
Tajemnica, za którą można było zapłacić życiem
Dziś możemy patrzeć na historię ukrycia sztandaru jak na niezwykłą opowieść historyczną.
Wówczas nie było w niej jednak nic romantycznego.
Gdyby podczas niemieckiej rewizji odnaleziono wojskową chorągiew ukrytą przez członków Armii Krajowej, konsekwencje mogły dotknąć nie tylko Mariana i Henryka, ale całą rodzinę.
Z zachowanych relacji wynika, że obawy były uzasadnione.
Najprawdopodobniej działalność braci została w pewnym momencie częściowo zdekonspirowana. Marian i Henryk musieli się ukrywać, a niemieccy funkcjonariusze pojawiali się w ich rodzinnym domu.
Próbowali zmusić Zofię Popielarek do ujawnienia miejsca pobytu synów.
Według zachowanych relacji zastraszano ją, a na postrach oddawano strzały nad jej głową.
Mimo presji sztandar nie został odnaleziony.
Miejsce jego ukrycia pozostało tajemnicą.
Matka nie chciała ich puścić
Latem 1944 roku los obu braci miał związać się z Warszawą.
Zachowała się niezwykle przejmująca relacja Aliny Szymaniak z Lasotki, szkolnej koleżanki Henryka. Według jej wspomnień Zofia Popielarek nie chciała pozwolić synom wyruszyć do walki, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
Bracia mieli wówczas wydostać się z domu przez okno, by mimo sprzeciwu matki dołączyć do walczących.
To drobny szczegół w wielkiej historii Powstania Warszawskiego, ale chyba jeden z tych, które najpełniej pokazują jej ludzki wymiar.
Nie widzimy tutaj anonimowych nazwisk z listy poległych.
Widzimy dwóch młodych ludzi wychodzących z rodzinnego domu i matkę próbującą zatrzymać synów, których miała już nigdy nie zobaczyć.
Dworzec Gdański
Oddziały z Puszczy Kampinoskiej zostały skierowane do pomocy walczącej Warszawie.
Wśród nich znajdowali się także żołnierze z Ziemi Iłowskiej.
W drugiej połowie sierpnia 1944 roku podjęto dramatyczną próbę przebicia się przez tory kolejowe w rejonie Dworca Gdańskiego i utworzenia połączenia ze Starym Miastem.
Natarcia odbywały się w niezwykle trudnym terenie, pod silnym niemieckim ostrzałem. Oddziały atakujące po odkrytym terenie poniosły ogromne straty.
W pierwszym z tych natarć zginął Henryk Popielarek.
W kolejnym poległ Marian – „Kordian”.
Z relacji przytaczającej wspomnienia dowódcy kampinoskich struktur AK Józefa Krzyczkowskiego wynika, że Marian został trafiony ogniem ciężkich dział niemieckiego pociągu pancernego.
Miał 24 lata.
Henryk miał 22.
Ich ciał nie odnaleziono. Symboliczny grób braci znajduje się na cmentarzu przy ulicy Traugutta w Sochaczewie.
Uwaga redakcyjna: w dostępnych materiałach występuje rozbieżność o jeden dzień w dokładnym datowaniu śmierci braci. Obecny artykuł Gminy Iłów oraz tekst UM Sochaczew podają 21 sierpnia dla Henryka i 22 sierpnia dla Mariana, natomiast starsze opracowanie cytujące Józefa Krzyczkowskiego wskazuje odpowiednio 20 i 21 sierpnia. Dlatego w tekście głównym proponuję pozostawić bezpieczne sformułowanie „w pierwszym natarciu” i „w kolejnym natarciu”.
Tajemnica pozostaje pod ziemią
Śmierć obu braci oznaczała, że wiedza o dokładnym miejscu ukrycia sztandaru w dużej mierze zginęła razem z nimi.
Edward widział przygotowywanie bańki, ale nie znał miejsca jej zakopania.
Mijały lata.
Zmieniały się pokolenia mieszkańców. Dawny sad przestał wyglądać tak jak przed wojną. Ludzie, którzy znali Mariana i Henryka osobiście, odchodzili.
Pozostały pojedyncze fotografie, wspomnienia i rodzinna opowieść o czymś tajemniczym, co dwaj bracia zabezpieczali podczas okupacji.
Sama bańka nadal znajdowała się pod ziemią.
9 marca 2025 roku
Po około 86 latach historia zatoczyła koło.
Na dawnej posesji Popielarków w Krzyżyku odnaleziono metalową bańkę.
11 marca w Muzeum Wojska Polskiego specjaliści ostrożnie otworzyli pojemnik. Wewnątrz znajdował się płat materiału.
Potwierdzono, że był to sztandar 68. Wrzesińskiego Pułku Piechoty, wręczony jednostce 28 maja 1928 roku we Wrześni przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego.
Po dziesięcioleciach tajemniczy przedmiot, który dwunastoletni Edward widział w rękach swoich starszych braci, znów ujrzał światło dzienne.
Podczas prac przy pojemniku dokonano jeszcze jednego interesującego odkrycia.
Na bańce ujawniono tabliczkę z napisem „G. Köpke”, wskazującą jej wcześniejszego właściciela. Rodziny o nazwisku Köpke należały do niemieckich kolonistów zamieszkujących tę część Mazowsza.
Zwykłe fotografie, niezwykła historia
Historia Popielarków nie kończy się jednak na odnalezieniu sztandaru.
W 2026 roku, podczas spotkania z Mirosławem Popielarkiem – synem Józefa i bratankiem Mariana oraz Henryka – ponownie otwarto rodzinne albumy.
Znalazły się w nich fotografie znane rodzinie od dziesięcioleci, ale dla historii lokalnej będące zupełnie nowymi źródłami.
Portrety Mariana i Henryka.
Zdjęcie Józefa Popielarka wykonane obok iłowskiej remizy.
Fotografia sklepu.
Pogrzeb Jakuba Popielarka w Rybnie.
W tle jednego ze zdjęć pojawia się dawna szkoła w Iłowie.
Każda z tych fotografii pokazuje coś, czego nie da się odczytać z wojskowego raportu czy urzędowego dokumentu – zwyczajne życie ludzi, zanim stali się częścią historii.
Pamięć wraca do Iłowa
Marian i Henryk Popielarkowie nie byli postaciami z odległego miejsca.
Tutaj się wychowywali.
Tutaj znajdował się ich dom.
Po tych samych drogach chodzili do szkoły i spotykali mieszkańców Iłowa. W rodzinnym sadzie ukryli przed Niemcami jeden z najważniejszych symboli wojskowych 68. Pułku Piechoty.
Później obaj zginęli w Powstaniu Warszawskim.
Przez ponad osiemdziesiąt lat miejsce ukrycia sztandaru pozostawało tajemnicą.
W 2025 roku ziemia w Krzyżyku oddała depozyt.
Rok później rodzinne albumy zaczęły oddawać kolejne fragmenty historii ludzi, którzy go ukryli.
I być może nie jest to jeszcze ostatni rozdział tej opowieści.
W domowych archiwach mieszkańców naszej gminy nadal mogą znajdować się fotografie, listy, dokumenty i wspomnienia, które pozwolą odpowiedzieć na kolejne pytania dotyczące Mariana i Henryka Popielarków, ich rodziny oraz okupacyjnych dziejów Iłowa.
Dlatego zwracamy się do mieszkańców oraz potomków dawnych mieszkańców Gminy Iłów: jeśli w Państwa rodzinnych zbiorach znajdują się fotografie, dokumenty lub wspomnienia dotyczące Popielarków, dawnego Krzyżyka albo historii Iłowa z okresu przedwojennego i okupacji – zachęcamy do kontaktu z Urzędem Gminy Iłów.
Czasami jedno stare, niepodpisane zdjęcie potrafi dopisać do historii naszej małej ojczyzny cały nowy rozdział.
Podziękowanie
Szczególne podziękowania kierujemy do Sochaczewskiej Grupy Odkrywców Historii za ogromne zaangażowanie w odkrywanie, dokumentowanie i przywracanie pamięci o wydarzeniach związanych z historią Ziemi Sochaczewskiej.
Dzięki pasji, wytrwałości i pracy członków Grupy możliwe było odnalezienie depozytu związanego z historią 68. Pułku Piechoty, a tym samym ponowne wydobycie na światło dzienne niezwykłej historii Mariana i Henryka Popielarków.
Wyrazy wdzięczności składamy również za udostępnienie i przekazanie materiałów fotograficznych, które pozwoliły wzbogacić niniejszy artykuł i nadać tej historii bardziej osobisty wymiar. Dzięki zachowanym fotografiom możemy dziś spojrzeć na jej bohaterów nie tylko przez pryzmat wojennych wydarzeń, lecz także zobaczyć ich jako mieszkańców naszej ziemi, członków rodzin i lokalnej społeczności.
Dziękujemy za troskę o lokalne dziedzictwo, szacunek dla przeszłości oraz za to, że dzięki takim inicjatywom historie zapisane przez dziesięciolecia w ziemi, rodzinnych archiwach i ludzkiej pamięci mogą ponownie stać się częścią wspólnej historii Gminy Iłów.